Czasami takie
zwykłe przypadki, mogą pozostawić uśmiech na naszych twarzy przez resztę dnia.
Idę ze sklepu,
obok mnie idzie chłopak.
Jadę w
autobusie, on też w nim jedzie.
Widzę nasze
odbicia w szklanych drzwiach. Jest wysoki. Chyba o głowę czy dwie wyższy ode
mnie. Ale nie sprawia wrażenia aż tak wielkiego.
„ Żebym miała chłopaka o takim roście – myślę - to patrzylibyśmy się dobrze.”
„Mogłabym włożyć obcasy, on by włożył garnitur i
wyglądalibyśmy jak para modeli. Hihi, jakie dziwne myśli.”
Wyłażę z
autobusu. Idę w przód. Stoimy na przejściu.
Zerka w moją
stronę, czuję to. Zachowuję nietykalny wyraz twarzy.
„Może patrzy na samochody jadące w naszą stronę?”
Moja twarz
mięknie.
Ruszamy do
przodu.
Raptownie,
przy samym przejściu, samochód hamuje.
Daję krok do
tyłu i kurczę twarz jak przestraszone dziecko.
Zerkam na
niego z ukosa. Czy on się uśmiecha?!
Idziemy do
przodu.
Czemu idziemy
w jednej linii?? To trochę krępujące.
Chowam twarz w
szaliku i staram się iść ścieżką a nie chodnikiem. Wymijam go.
Widzę swój
budynek. Kieruję się w prawo.
On namierza w
lewo.
Odszedłszy
kilka metrów i odwracam się, by spojrzeć czy on nie zrobi to samo.
W ciemności
widzę jego sylwetkę.
On też na mnie
patrzy!
Uśmiecham się raptownie i odwracam, przytrzymując
śmiech wyrywający się z ust.
Mijam krzak i już jestem niewidoczna, jak i on.
Jestem takim dzieckiem.
Hihi.
~*~
Sometimes random
accidents may leave a smile on our faces for the rest of the day.
I'm leaving a shop, some
guy walks besides me.
I'm getting on the bus,
he also gets on it.
In the glass door I can
see our reflection. He is tall. Maybe a head or two taller than me, however he does
not seem that big at all.
“If I had a boyfriend like
this – I think – we would look good together.”
"I could put on my
heels, he would put on a suit and we would look like a couple of models. Hihi, what a strange thought. "
I crawl out of the bus .
I'm walking forward. We are standing by the crossing.
He glances at me , I can
feel it . I keep untouchable face.
“Maybe he is looking at
the cars coming toward us? "
My face softens.
We move forward.
Suddenly, just before the
crossing, a car stops .
I give a step back making
a face of a frightened child .
I look at him. Is he
smiling?!
Why are we walking by
each other? It's a little confusing.
I hide my face in a scarf
and try to follow the path, not the sidewalk. I bypass him.
I can see my dormitory. I
head to the right.
He turns to the left.
Walking few meters
forward, I turn around to check if he hasn’t done the same.
In the darkness I can see
his silhouette.
He’s actually looking at me!
I smile and turn back rapidly,
holding in the laughter, which tries to break out from my lips.
I pass the bush and I’m
not visible anymore as well as him.
I'm such a baby. Hihi.
Jej, fainie to opisałaś, wierzę, że tak mogło być na prawdę...Przynajmniej mi się zdarzało podobnie myśleć, gdy ktoś towarzyszył mi przez większość drogi...To takie dziecinne i naiwne, lecz tak słodkie. I znajome, mimo, że jest wymysłem...
ReplyDeleteWłaśnie. Fainie jest tak sobie czasami ponawymyślać ;)
Delete