CHRISTMAS.What an amazing word, which never associates with its religious meaning.
What a marvelous combination of letters, which makes it sound like a magical spell.
What a mischevious collocation, which makes us think about the 5th deadly sin.
What an amazing feeling of happines, when you realize that it is finally.....Over!?
Wednesday, December 25, 2013
~29 minutes after Christmas
Friday, December 20, 2013
~The feeling of waiting
That feeling of excitement, when you are waiting
for something to happen is invaluable. When something, that you been waiting
for and thinking about all the past time will happen after a day. That amazing emotion,
which takes all over your body, as if you were a child again. The feeling of
waiting makes everything look incredibly special.
Friday, December 13, 2013
Friday the 13th
Kolejny dzień.
Niczym nie wyróżniający się.
Banalny dzień.
Odstęp czasu...
którym mierzymy swoje życie.
Niczym nie wyróżniający się.
Banalny dzień.
Odstęp czasu...
którym mierzymy swoje życie.
Friday, November 22, 2013
~Random day
Czasami takie
zwykłe przypadki, mogą pozostawić uśmiech na naszych twarzy przez resztę dnia.
Idę ze sklepu,
obok mnie idzie chłopak.
Jadę w
autobusie, on też w nim jedzie.
Widzę nasze
odbicia w szklanych drzwiach. Jest wysoki. Chyba o głowę czy dwie wyższy ode
mnie. Ale nie sprawia wrażenia aż tak wielkiego.
„ Żebym miała chłopaka o takim roście – myślę - to patrzylibyśmy się dobrze.”
„Mogłabym włożyć obcasy, on by włożył garnitur i
wyglądalibyśmy jak para modeli. Hihi, jakie dziwne myśli.”
Wyłażę z
autobusu. Idę w przód. Stoimy na przejściu.
Zerka w moją
stronę, czuję to. Zachowuję nietykalny wyraz twarzy.
„Może patrzy na samochody jadące w naszą stronę?”
Moja twarz
mięknie.
Ruszamy do
przodu.
Raptownie,
przy samym przejściu, samochód hamuje.
Daję krok do
tyłu i kurczę twarz jak przestraszone dziecko.
Zerkam na
niego z ukosa. Czy on się uśmiecha?!
Idziemy do
przodu.
Czemu idziemy
w jednej linii?? To trochę krępujące.
Chowam twarz w
szaliku i staram się iść ścieżką a nie chodnikiem. Wymijam go.
Widzę swój
budynek. Kieruję się w prawo.
On namierza w
lewo.
Odszedłszy
kilka metrów i odwracam się, by spojrzeć czy on nie zrobi to samo.
W ciemności
widzę jego sylwetkę.
On też na mnie
patrzy!
Uśmiecham się raptownie i odwracam, przytrzymując
śmiech wyrywający się z ust.
Mijam krzak i już jestem niewidoczna, jak i on.
Jestem takim dzieckiem.
Hihi.
~*~
Sometimes random
accidents may leave a smile on our faces for the rest of the day.
I'm leaving a shop, some
guy walks besides me.
I'm getting on the bus,
he also gets on it.
In the glass door I can
see our reflection. He is tall. Maybe a head or two taller than me, however he does
not seem that big at all.
“If I had a boyfriend like
this – I think – we would look good together.”
"I could put on my
heels, he would put on a suit and we would look like a couple of models. Hihi, what a strange thought. "
I crawl out of the bus .
I'm walking forward. We are standing by the crossing.
He glances at me , I can
feel it . I keep untouchable face.
“Maybe he is looking at
the cars coming toward us? "
My face softens.
We move forward.
Suddenly, just before the
crossing, a car stops .
I give a step back making
a face of a frightened child .
I look at him. Is he
smiling?!
Why are we walking by
each other? It's a little confusing.
I hide my face in a scarf
and try to follow the path, not the sidewalk. I bypass him.
I can see my dormitory. I
head to the right.
He turns to the left.
Walking few meters
forward, I turn around to check if he hasn’t done the same.
In the darkness I can see
his silhouette.
He’s actually looking at me!
I smile and turn back rapidly,
holding in the laughter, which tries to break out from my lips.
I pass the bush and I’m
not visible anymore as well as him.
I'm such a baby. Hihi.
Thursday, August 22, 2013
~Music and me
Przeszłość,
przyszłość, teraźniejszość – wszystko się pomieszało. Wspominam dalekie czasy
dzieciństwa i aż nie mogę uwierzyć, że to się naprawdę ze mną działo. Teraz
myślę, że wtedy miałam bardziej wartościowe życie pod wieloma względami i byłam
bardziej unikalna niż teraz. Chociaż byłam oddalona od współczesnego świata,
którego w ogóle nie znałam, żyłam w bardziej kolorowej i niepowtarzalnej
krainie, w której nie było miejsca panującym tendencjom czy ideałom. Liczył się
tylko mój świat, moje realia, moje starania i moje obowiązki.
Zawsze byłam
skłonna do muzyki, zawsze coś do niej odczuwałam. Doceniać muzykę nauczyłam się
wcześniej aniżeli nauczyłam się czytać. Najpierw to były jakieś piosnki ludowe
śpiewane przez moją babcię, później muzyka klasyczna, którą nauczano mnie w
szkole muzycznej.
Ta szkoła zawsze była u mnie na pierwszym miejscu. Nieraz opuszczałam lekcje w podstawówce, gimnazjum, by się przyszykować do jakiejś zaliczki. W taki więc sposób żyłam samą muzyką 7 lat i nie miałam czasu na to by chociażby obszerniej interesować czymś innym, szczególnie muzyką współczesną. Choć czułam się zacofana w rozmowach ze swoimi rówieśnikami, nie martwiłam się zbytnio z tego powodu.
Ta szkoła zawsze była u mnie na pierwszym miejscu. Nieraz opuszczałam lekcje w podstawówce, gimnazjum, by się przyszykować do jakiejś zaliczki. W taki więc sposób żyłam samą muzyką 7 lat i nie miałam czasu na to by chociażby obszerniej interesować czymś innym, szczególnie muzyką współczesną. Choć czułam się zacofana w rozmowach ze swoimi rówieśnikami, nie martwiłam się zbytnio z tego powodu.
Mimo że nie
lubiłam chodzić do muzycznej na poszczególne lekcje, nie przychodziło mi nawet
na myśl jej rzucenie. Traktowałam to jako swoją rutynę, swój obowiązek, taki
jak wstanie z rana do szkoły czy też pójście spać wieczorem.
Teraz we wspomnieniach naprawdę cenię tamte czasy. Cieszę się, że rodzicie pomyśleli o tym,
bym rozwijała się twórczo, a nie hasała po ulicach z innymi dziećmi. Chociaż
teraz otworzyłam oczy na świat, mam już swoje zdanie, wiem, jaka muzyka, styl,
otoczenie mi się podoba, czasami pragnę wrócić do tego swojego niewidzialnego
świata, w którym istnieję tylko ja, marzenia i „Księżycowa sonata Debussy”.
Thursday, August 8, 2013
~More thoughts
Do you sometimes have this feeling that you can fall dawn?
Fall from your window, balcony and end your existence? I wonder how that feels?
Probably pain.
You drop a lighting match and measure the distance between you
and the surface. As soon as the match reaches the ground, it fades. I wonder
would my life also fade as quickly as this burning piece of wood. Would I die immediately
or suffer from multitude of injuries and only afterwards experience death?
Human life is so insecure that it sometimes terrifies me.
One unconscious step and our subsistence comes to an end. Countless dangers lurk
us from all the sides. Perhaps, the best way to survive would be to hide in
your house under the cushion and never go in the open air. But what people do
instead? Do they care about it? No way. They just live as they would have
endless amount of years in spare.
Wednesday, July 31, 2013
~When the end comes
Depression. How do you cope with that? You take one
cigarette, light it up, take in one big breath of fumes and slowly let it out
from your lips. You see how a cloud of smoke slowly distributes into the air, and
then you take another smoke. You look how it burns and then slowly changes into
pieces of flying ashes. Like your life.
Today I saw death. A death of my peer, who had big plans for
future and didn't expect life coming to the end so rapidly. He was laying in a
coffin like a doll – with no life, no soul. His face was full of makeup, which
made me think that it was completely another person. I gave my condolences to
my friend – his girlfriend, and gradually went to the back of the room. I sat
there for an hour thinking: “should I leave now or should I wait?” From the
last row I could see his face and thought maybe he could get up and revive? It’s
not that I cared so much about him, it’s just that looking at his family and friends
crying desperately in his honor made me miserable. Who could predict that? No
one. It was just his fate, which was inevitable.
I went out of the room glancing for the last time at him, thinking
that life is too short to bother about such
trifling thing as depression.
Tuesday, July 30, 2013
~Hello
Witaj. Kim jestem?
Nikim ważnym. Po prostu nastoletnią dziewczyną, która powoli i niechętnie
wchodzi w dorosłe życie pełne rozterek, problemów i niepewności. Do założenia
tego bloga skłoniła mnie właśnie wielka ilość myśli na ten temat, a także
pragnienie wypowiedzenia się komuś anonimowo. Tak się stało, że tym kimś stałeś
się właśnie ty. Albowiem pisanie pamiętników w te czasy, inspirowane różnymi
nowościami technologicznymi nie jest popularne, postanowiłam zapisać wszystkie
swoje polemiki w wersji internetowej będąc pewna, iż nigdzie nie znikną ani nie
spalą się przy ewentualnym pożarze. Tak więc rozpoczynam ten internetowy dziennik,
w którym będę się obszernie ( mam nadzieję) wypowiadała, a także dzieliła się
tym, co jest dla mnie ważne.
Dzisiaj, o dziwo
doszłam do wniosku, że czasami ludzie, którzy są niewiele starsi ode mnie
wiekowo, wydają się mi wręcz zadziwiająco dorosłymi. Wciąż jeszcze nie
przerosłam to dziecko, któremu wygląda, iż dwadzieścia parę lat to DUŻO.
Chociaż sama nieubłagalnie zbliżam się do tego wieku, nie wyobrażam siebie
obcującej na równi z tymi osobami. Może jestem dziwna, ale teraz myślę, iż mogę
mieć przyjaciół, którzy mają po 25 lat i to będzie się uważało za normalną
rzecz. Facet, który ma 30 lat, będzie mógł spojrzeć na mnie jak na kobietę, a
nie na jak dziecko, którym byłam jeszcze kilka lat temu, a którym czuję się
dotychczas. Możliwie dla niektórych takie rzeczy są normą, lecz nie dla mnie.
Takim, wręcz
dziwnym zeznaniem kończę pierwszy post na tym blogu. Mam nadzieję, że nie
znudziłam cię do śmierci i że możliwie tu powrócisz, a jeżeli nie, to nic
strasznego, bo przede wszystkim prowadzę tego bloga dla siebie)).
~Bye
Subscribe to:
Comments (Atom)